|
|
|
|
Gdy otrzymuję w prezencie poezję, to nie potrafię jej czytać od razu, lecz zostawiam czytanie na "lepszą" okazję. To coś takiego, jak nie rozpakowane podarunki, zostawione na potem, by skusić los do poprawy na lepsze. Ta chwila opóźnionego otwierania prezentów jest nobilitowana do chwili wyjątkowej. Być może wynika z obawy, że dobre prezenty są tymczasowe i ostatnie, więc trzeba coś zostawić sobie na potem, żeby móc ogrzać radością czas, kiedyś, gdy już nie będzie żadnych prezentów. Tak robią niektóre dzieci . Tak też bywa w poezji. Czasem pisze się takie wiersze, które są rozpakowywaniem zapomnianych prezentów - tych paru chwil z przeszłości zostawionych "na potem". Kiedyś, w przeszłości, nie wiedzieliśmy, że właśnie to, co przeżywaliśmy wtedy, było naszym szczęściem. Poezja próbuje nas uratować przed amnezją minionych szczęść. Darowuje nam nie rozpakowane prezenty, które maja jeszcze jedną zaletę: Stają się w nas rodzajem dziwnie mocnego, wewnętrznego przymierza z samym sobą i ten fakt czyni nas niezniszczalnymi dla zewnętrznego, agresywnego świata. Więcej: Wszelkie akcje zewnętrzne wywołują na naszej twarzy tylko uśmieszek politowania, jakim obdarza się pełnych pychy Hałaśliwych, Niewtajemniczonych tych biednych, wiecznie zmęczonych i opryskliwych ludzi, którzy od dawna nie czytają poezji. Marek Piekarczyk (Napisane po przeczytaniu poezji Patrycji A.Tews z tomu "Ukruszony Czas Naszego Życia") |